Jak Rudecki i Broszkowski w wojnę żydów uratowali.

Gawędy z okolicy.

Kiedy przyjeżdżałem na wieś do dziadka, uwielbiałem słuchać historii opowiadanych przez starszych ludzi. Przypomniała mi się jedna z czasów II Wojny Światowej. Opowiadał mi o niej Pan Stanisław Szmalec, jak zgadaliśmy się kiedyś o Żydach. Na Placówki przyprowadził ich Rudecki zza Pilicy, a tych Broszkowski ukrywał u siebie, mówi z błyskiem w oku. Oczywiście trudno to było ukryć i cała wioska miała stracha, że jak się Niemcy dowiedzą to ją spalą a ludzi zabiją. Starałem się dopytać coś więcej, ale nie za wiele więcej wiedział. Teraz poznałem tą historię z książki ” Przyszłość Czekała”, którą napisał Mieczysław Janiszewski. Chciałem ją Wam przedstawić, bo potomkowie Rudeckiego, żyją i mogą być dumni ze swojego przodka. Oto fragment tej książki :

” na tak zwanym Wykuszu mieszkał z rodziną Stanisław Rudecki, Przechowywał on w swojej ubogiej chacie żydowską rodzinę zegarmistrza z Piotrkowa. Kiedyś wygadał się o tym na posterunku policji granatowej we wsi Stara, gmina Skotniki, syn sklepowego. Komendant posterunku po jego odejściu wsiadł na rower i pojechał do Rudeckiego. Kazał mu jak najprędzej wywieźć w bezpieczne miejsce kłopotliwych lokatorów, gdyż Niemcy mogą go zabić i spalić cały dobytek za ukrywanie Żydów. Potem odjechał szybko leśnymi ścieżkami , aby nikt go nie zauważył na Wykuszu.

Przed świtem Rudecki przewiózł łódką zegarmistrza z żoną i dzieckiem do kuzyna Broszkowskiego, mieszkającego we wsi Placówka po drugiej stronie Pilicy. Niebawem sąsiedzi i inni mieszkańcy Placówki dowiedzieli się, że Broszkowski przechowuje w swoim domu rodzinę żydowską. Lękali się, że gestapowcy spalą za to całą wieś razem z ludźmi. Często bowiem tak postępowali wobec Polaków.

Rudecki szczegółowo opowiadał mi o związanych z tym przeżyciach i kłopotach. W obawie o los własny, sąsiadów i nieszczęsnej rodziny żydowskiej postanowił przewieźć zegarmistrza, na jego prośbę do Opoczna, do znajomych Polaków.

Na drodze prowadzącej przez Paradyż żandarmi zatrzymali furmankę i zażądali od Rudeckiego przepustki, której nie miał. W tej właśnie chwili dziecko zaczęło płakać. Wyjaśnił pośpiesznie, że wiezie rodziców z chorym dzieckiem do lekarza w Opocznie. Żandarm, niczego się nie domyślając, kazał Rudeckiemu pójść po przepustkę do miejscowego urzędu gminnego.

Ile jeszcze groźnych chwil przeżyli zarówno Stanisław Rudecki, jak i rodzice z dzieckiem trudno opisać. Przecież w razie ich wylegitymowania przez Niemców czekała wszystkich niechybna śmierć. Podziwiam odwagę Rudeckiego, prawego Polaka, który mimo śmiertelnego niebezpieczeństwa ratował żydowską rodzinę. ”

Takich historii opisanych i jeszcze więcej nie opisanych na naszym terenie Trójrzecza jest dużo więcej. Dlatego apel jak znasz taką historię napisz to w komentarzu a ja postaram się do Ciebie dotrzeć i opisać to w kolejnym artykule.

p.s.

Opowieść dedykuję wielkiemu pasjonatowi historii i jednemu z założycieli Trójrzecza wnuczkowi Stanisława Rudeckiego – Michałowi Rudeckiemu .

3 comments

  • Naprawdę podziwiam takich ludzi jak Stanisław Rudecki, który ratował innych narażając własne życie i rodziny, a kto wie, czy i ludzi z wioski. Cieszę się też, że są tacy ludzie jak wnuczek p. Stanisława p. Michał Rudecki, który zakładając Trójrzecze daje świadectwo pamięci o wojennych bohaterach.

Dodaj komentarz